sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 12

Siedziałem przy stole kuchennym i znudzony dłubałem widelcem w jajecznicy. Po tym co wczoraj widziałem nawet nie miałem ochoty nic jeść. Wiem że moje zachowanie jest bez sensu, bo jeszcze niedawno twierdziłem że wystarczy mi przyjaźń z Grace i chcę żeby była szczęśliwa. Owszem chcę, ale nie z nim! Jest tylu normalnym kolesi, ale ona musiała się zakochać akurat w tym. Nie mogę jej przecież powiedzieć prawdy o tym gościu, bo.. Właśnie co wtedy? Na pewno mi nie uwierzy i znowu się pokłócimy, a tego nie chcę.
Usłyszałem charakterystyczny dźwięk odsuwanego krzesła, ale nie odważyłem się podnieść głowy. Dobra, wiem jestem idiotą, egoistą i zwykłą ciotą, ale boję się że powiedziałbym jej co czuję i że wszystko wczoraj widziałem. Grace jest szczęśliwa, a to jest najważniejsze, co nie?
- Co ty taki zmarnowany? - zwróciła się do mnie pani Bennett nalewając sok do szklanki.
- Nie wyspałem się. - mruknąłem cicho nadal wpatrując się w talerz.
Przez chwilę panowała cisza, nie licząc odgłosów smażonych jajek. Czułem się dziwnie, tak jakby to była moja wina.
- Jak było na randce? - tym razem pytanie było skierowane do Grace, ale mimo to poczułem ucisk w żołądku.
- Normalnie, jak na randce, a co byś chciała? - zaśmiała się dziewczyna.
Usłyszałem na pani Bennett mruczy pod nosem "ach te nastolatki" i mimowolnie się uśmiechnąłem. Ta kobieta ma naprawdę złote serce. Niepewnie podniosłem głowę i dyskretnie, a przynajmniej tak mi się wydaje, spojrzałem na moją przyjaciółkę. Wyglądała na zamyśloną.
Właśnie w takich momentach chciałbym mieć super moce, jak na przykład Edward ze Zmierzchu. Tak, tak ja Nathan Knight oglądałem Zmierzch, ale tylko dlatego że Grace mnie do tego zmusiła. Scotta zresztą też więc nie jestem jakiś gorszy.
Westchnąłem cicho i podniosłem się z miejsca. Wszystkie spojrzenia od razu skierowały się w moją stronę. To już nawet nie można wstać od stołu, żeby nikt się na człowieka nie gapił?
- Nie zjadłeś śniadanie. - powiedziała pani Lydia.
- Nie jestem głodny. - odparłem i wyszedłem z kuchni.
Poszedłem na górę do pokoju i zacząłem pakować książki do szkoły, gdyż wczoraj jakoś nie miałem czasu. Chowałem właśnie książkę do angielskiego, kiedy do pokoju jak burza wpadł mój młody. Wdrapał się na łózko i zaczął po nim skakać. Spojrzałem na niego marszcząc brwi, a on uśmiechnął się łobuzersko.
- Nudzi ci się? - spytałem z uśmiechem.
- Noo! - odparł nie przerywając swojej czynności.
Wywróciłem oczami, zasunąłem plecak i przerzuciłem go sobie przez ramię. Zerknąłem kątem oka  na braciszka i uśmiechnąłem się pod nosem. Po chwili złapałem go za nogi i pociągnąłem na łóżko, na co on odpowiedział krzykiem. Już po chwili w drzwiach pojawiła się moja przyjaciółka. Starałem się na nią nie patrzeć, ale szło mi ciężko.
- Co ty tak krzyczysz? - spytała podchodząc bliżej.
- Bawimy się tylko! - odparł zeskakując z łóżka.
- Niech ci będzie. - zaśmiała się. - Gotowy do przedszkola?
Młody zaczął kręcić głową na "nie" śmiejąc się przy tym, niczym jakiś stwór z horroru. Grace wskazała ręką na drzwi, tym samym każąc mu iść się przygotować. Lucasowi od razu uśmiech zniknął z twarzy, Spuścił głowę i wolnym krokiem jak na skazanie wyszedł z pokoju. Patrzyłem w ślad za nim, byle tylko nie musieć patrzeć na Grace, ale wiedziałem że to nieuniknione.
- Co ty taki nie w humorze dzisiaj? - spytała siadając obok mnie.
- Nie wyspałem się i tyle. - powiedziałem to co wcześniej jej mamie. - Jak było na randce? - wydusiłem z trudem.
- Miło. Carlos zapytał mnie czy chcę z nim chodzić. - zaśmiała się. - Poprosiłam go, żeby dał mi czas na zastanowienie się.
- Dlaczego? - zdziwiłem się szczerze.
- Podoba mi się i w ogóle, ale nie wiem czy jestem gotowa na związek. - odparła.
Zerknąłem na jej twarz, ale szybko odwróciłem wzrok. Nie chciałem tworzyć "niebezpiecznych" sytuacji, takich jak wtedy w skateparku, bo to wszystko zjebie, a nie chcę stracić tego co mi pozostało.
- Zbieramy się do szkoły? - z rozmyśleń wyrwał mnie głos dziewczyny.
- Pewnie. - uśmiechnąłem się sztucznie.

* * *
Kiedy staliśmy w czwórkę na szkolnym dziedzińcu śmiejąc się w najlepsze, podszedł do nas nie kto inny jak pan Carlos Smith, jej. Mimowolnie zacisnąłem dłonie w pięści, co poradzę że ten typek tak na mnie działa. Chłopak przytulił Grace od tyłu i pocałował ją w policzek, przez co na jej policzkach pojawiły się urocze rumieńce.
- Nie obrazicie się jak ją porwę? - spytał uśmiechając się do nas sztucznie.
- Nie czemu. - mruknęliśmy wszyscy cicho. Cóż, najwyraźniej nie tylko mi nie podoba się ten koleś.
- Na razie. - powiedziała Bennett i już ich nie było.
Patrzyłem w ślad za nimi czując ucisk w sercu, dokładnie ten sam co wczoraj, ale był trochę lżejszy niż tamten. Nie żebym narzekał czy coś.
- Stary masz fajki? - zwróciłem się do przyjaciela.
- Pewnie. - odparł jednocześnie wyciągając z kieszeni dżinsów paczkę papierosów.
Wziąłem jednego szluga, odpaliłem go szybko i wpuściłem dym tytoniowy do płuc. Ręce przestały mi się trząść i czułem się zrelaksowany. I pomyśleć że to tylko dzięki jednemu papierosowi.
- Grace chodzi z Carlosem? - zdziwiła się Alex.
Wzruszyłem ramionami zaciągając się po raz kolejny. Na moje nieszczęście właśnie w tym momencie ze szkoły wyszła pani Thomas. Kiedy zobaczyła mnie z papierosem, aż poczerwieniała ze złości. Zawsze uważała mnie za swojego ulubieńca i wszystko mi darowała, ale chyba już się jej odwidziało.
Podeszła do mnie, chwyciła za rękaw bluzy i zaprowadziła do dyrektora, mrucząc pod nosem bliżej nie określone słowa.
Tak więc pierwszą lekcję miałem z głowy. Oczywiście nie przeszkadzało mi to. Dużo bardziej wolę "słuchać" gadania Hoke'a niż Stone'a, plus ta wygodna kanapa. Wszystko by było super, gdyby nie wezwali pani Bennett, która znowu musiała świecić za mnie oczami.
- Nathan ty palisz? - spytała wściekła kobieta, kiedy wyszliśmy z gabinetu dyra. Wzruszyłem ramionami nie wiedząc co mam jej jeszcze powiedzieć. - Twój ojciec nie byłby zadowolony z tego co robisz. - powiedziała smutno.
No i trafiła w czuły punkt. Zawsze jak ktoś mówił że ojciec nie byłby ze mnie dumny czy zadowolony robiło mi się strasznie głupio i przede wszystkim przykro. Skąd oni w ogóle mogą wiedzieć co zrobiłby mój tata? Tak naprawdę nikt nie wie jaki on był naprawdę. Myślą że był surowy, bo tak zachowywał się przy obcych ludziach, ale naprawdę był najwspanialszym człowiekiem na świecie. Zawsze mnie rozumiał i starał się pomagać.
- Dobra idź już na lekcję. - mruknęła. - Nie zapomnij że po lekcjach macie zostać ze Scottem.
- Jak mógłbym zapomnieć. - powiedziałem cicho.
Poszedłem na drugą lekcję, matematykę. Jupi jak ja to kocham. Czuć sarkazm? No ja myślę. Wpadłem spóźniony do klasy, przeprosiłem grzecznie i usiadłem obok przyjaciela. Przez pół lekcji opowiadałem mu co gadał dyro, ale dzięki bogu nauczyciel nie zwracał na nas zbytnio uwagi.
- Dzisiaj też zostajecie po lekcjach? - spytała cicho Alex.
- No. I tak przez dwa tygodnie. - mruknął Scott przepisując jakiś wzór z tablicy.
- Nie marudź. Mnie jeszcze czeka bura od pani Bennett za palenie.
- Ja ci nie kazałem jarać na dziedzińcu szkolnym. - zaśmiał się.
- Wal się. - mruknąłem ze śmiechem.
- Przestaniecie zachowywać się jak dzieci? - spytała niebieskowłosa.
- Nathan, Scott, Alex jedynka za gadanie na lekcji. - odezwał się nauczyciel.
- Chyba pana pojebało! - naskoczył na niego Craven. - Pałe może pan nam dać za nienapisany sprawdzian, a nie za gadanie! - oburzył się.
- Craven, bo pójdziesz do dyrektora. - pogroził mu mężczyzna.
- Ładną dzisiaj mamy pogodę, czyż nie? - chłopak uśmiechnął się wesoło.
Klasa wybuchnęła śmiechem, a nauczyciel wrócił do prowadzenia lekcji. Spojrzałem na przyjaciela, który gniewnie wpatrywał się w siwiejącą głowę mężczyzny, mrucząc przy tym wiązankę przekleństw.
Uśmiechnąłem się pod nosem, a po chwili mimowolnie zerknąłem na Grace, która w najlepsze rozmawiała z Carlosem. Czyżby jednak się zgodziła? Oby nie. Nie zniósłbym tego.

* * *
Kończyliśmy ze Scottem układać książki na półce, kiedy przyszła pani Bennett. Kobieta popatrzyła na mnie groźnie i zaczęła segregować jakieś kartki. Westchnąłem cicho i zabrałem się za ściąganie książek z kolejnej półki.
- Co robisz wieczorem? - spytał Scott.
- A co? Chcesz mnie zaprosić na randkę? - zaśmiałem się.
- Taa jasne. Grace znowu wychodzi z Carlosem. - popatrzyłem na niego zdziwiony. - Alex mi mówiła.
- Mam to gdzieś. Idę do skateparku.
- Nie masz deski. - zauważył.
Spojrzałem na niego gniewnie, a on rozłożył ręce w geście obronnym. Wywróciłem oczami i przetarłem półkę najpierw mokrą, a później suchą ściereczką. To zajęcie było tak monotonne i nudne, że miałem już dość, a to dopiero drugi dzień.
- Dobra chłopcy, na dzisiaj już wystarczy. Zmykać do domów. - kobieta uśmiechnęła się do nas ciepło. Skąd ta nagła zmiana nastroju?
Wzięliśmy swoje rzeczy i szybko wyszliśmy z biblioteki. Scott od razu zadzwonił do Alex że jest wolny i czy mogą się spotkać. Zaśmiałem się widząc jego maślane oczka. Jezu ja też tak wyglądam? Oby nie. Pożegnałem się z kumplem i ruszyłem w stronę skateparku.
Po około dwudziestu minutach byłem już na miejscu. W parku było całkiem sporo ludzi jak na tą porę dnia. Jako że nie miałem deskorolki postanowiłem, że będę się tylko przyglądał jak jeżdżą inni. Podszedłem do ławki na której siedziała jakaś dziewczyna i zająłem miejsce obok niej. Zerknąłem na nią kątem oka i zauważyłem że ona też na mnie zerka. Kiedy zorientowała się, że na nią patrzę oblała się rumieńcem i szybko odwróciła wzrok.
Skorzystałem z sytuacji i przyglądnąłem się jej dokładniej. Miała długie, brązowe włosy i także brązowe duże oczy, a także jasną cerę. Przyznam że była naprawdę ładna, a te rumieńce dodawały jej uroku.
Szatynka dyskretnie zerknęła na mnie i uśmiechnęła się nieśmiało. Odwzajemniłem ten drobny gest, a to sprawiło że dziewczyna zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Wow. Nie wiedziałem że tak działam na dziewczyny. Dobry jestem. Ta, ja i moja skromność.
- Hej, Nathan jestem. - wyciągnąłem do niej rękę i uśmiechnąłem się.
- Melissa. - uścisnęła moją dłoń i odpowiedziała nieśmiałym uśmiechem.
- Jeździsz na deskorolce? - spytałem.
- Chciałabym. - zaśmiała się. Miała niesamowity głos. - Przyszłam tu z bratem, to on jeździ. Prosiłam go żeby mnie nauczył ,ale on nie chce się zgodzić. - powiedziała smutno. - A ty jeździsz?
- Od kilku lat, ale obecnie nie mam deskorolki.
Gadaliśmy tak przez jakiś czas. Tematy w ogóle się nam nie kończyły. Dowiedziałem się wielu rzeczy na temat Melissy tak samo jak ona na mój. Przy niej w ogóle nie myślałem o tym, że miłość mojego życia pewnie teraz liże się z kolesiem, którego nienawidzę najbardziej na świecie. Dobra, może trochę myślałem, ale nie było to już tak bolesne.
W pewnym momencie zauważyłem, że w naszym kierunku zmierza jakiś chłopak. Melissa też go zauważyła, co sprawiło że na jej twarzy pojawił się uroczy uśmiech.
- Mela zwijamy się. - odezwał się stając naprzeciwko nas.
- Jake ja chyba jeszcze zostanę. - powiedziała zerkając na mnie. - Tak w ogóle poznajcie się. Nathan to jest Jake, mój brat. Jake to jest Nathan.
Uścisnęliśmy sobie dłonie, uśmiechając się przy tym serdecznie. Muszę przyznać, że koleś sprawiał wrażenie naprawdę sympatycznego.
- Czyli zostajecie tutaj razem? - spytał.
- Tak. Chciałam jeszcze popatrzeć jak chłopaki jeżdżą. - dziewczyna uśmiechnęła się do brata.
- Mam rozumieć że odprowadzisz później moją małą siostrzyczkę? - zwrócił się do mnie.
- Oczywiście.
- To spoko. Widzimy się w domu. - Jake uśmiechnął się do siostry i poszedł sobie.
Patrzyliśmy w ślad za chłopakiem jeszcze przez kilka sekund. Zaśmiałem się pod nosem i skierowałem wzrok z powrotem na twarz dziewczyny. Nie wiem czemu, ale wyglądała na lekko zawstydzoną.
- Przepraszam za brata. On tak zawsze. - powiedziała cicho. - Troszczymy się o siebie, bo rodzice nie bardzo się nami interesują. Liczy się dla nich tylko kasa.
- Rozumiem. Ja też bardzo troszczę się o mojego brata. Po śmierci taty, mama wyszła za strasznego tyrana i teraz zawsze trzymamy się razem.
- Przykro mi z powodu twojego taty. - powiedziała cicho.
Uśmiechnąłem się do niej delikatnie i szybko zmieniłem temat na jakiś weselszy. Dziwnie mi się rozmawia o moim ojcu, nawet z osobami bardzo bliskimi takimi jak Scott czy Grace. Nie wiem czemu, po prostu tak mam i już, ale chyba nie ma w tym nic dziwnego, przynajmniej tak mi się wydaje.
Gadaliśmy z Melissą przez bardzo długi czas, poznając się coraz bardziej. Mimo że znałem ją tylko kilka godzin, naprawdę ją polubiłem. Na początku myślałem, że jest cicha i nieśmiała, ale okazała się strasznie rozgadaną i wesołą osobą, z pozytywnym nastawieniem. Przy niej uśmiech w ogóle nie schodził mi z twarzy. Miło spędziłem czas w jej towarzystwie.
Oderwałem wzrok od jej oczu i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jest już naprawdę późno. Sprawdziłem godzinę na telefonie. Było za pięć dziewiąta. Nieźle się zasiedzieliśmy. Wstałem z ławki i odwróciłem się twarzą do dziewczyny.
- Chyba powinniśmy już wracać. - zaśmiałem się. - Odprowadzę cię do domu.
- Nie musisz tego robić. Mieszkam kilkanaście minut drogi stąd.
- Nie rób problemów. Nie chcę, żeby coś się stało takiej uroczej dziewczynie. - uśmiechnąłem się do niej.
Dzięki światłu jakie dawała pobliska latarnia, zauważyłem rumieńce na jej twarzy. Chyba powinienem przestać ją ciągle zawstydzać. Wyciągnąłem do niej rękę, a ona z wahaniem chwyciła moją dłoń. Przez moje ciało przeszedł najpierw dreszcz zimna, gdyż jej dłoń była zimna, a po chwili zamienił się w bardzo przyjemny.
- Masz lodowate ręce. Czemu nie mówiłaś że jest ci zimno? - spytałem i dopiero teraz zauważyłem że miała na sobie koszulkę z krótkim rękawem.
Nie czekając aż coś powie ściągnąłem swoją bluzę i podałem ją jej. Dziewczyna speszyła się trochę i zaczęła się wykręcać, ale byłem nie ugięty. Po kilkuminutowej kłótni w końcu wymiękła i założyła moją bluzę, która była na nią zdecydowanie za duża, ale mimo to wyglądała w niej mega seksownie.
W drodze powrotnej przez cały czas śmialiśmy się, opowiadaliśmy żarty i różne historyjki, popychaliśmy się i ogólnie takie wygłupy. Szkoda że ten dzień był taki krótki.
- Zaraz, czyli chodzisz do tej samej szkoły co ja? - spytałem zdziwiony.
- Tak, do pierwszej klasy. - uśmiechnęła się.
- Jak to możliwe że cię nie zauważyłem?
- Najczęściej siedzę w szkole, a ty z tego co się orientuję to na dziedzińcu.
- No tak. - mruknąłem pod nosem. - Co do jazdy na desce, to może ja mógłbym cię nauczyć. - odezwałem się po chwili ciszy.
- Naprawdę? - Mela wyglądała na naprawdę szczęśliwą. - Byłoby świetnie!
- To co? Jutro w skateparku?
- Pewnie.
W tym momencie zatrzymaliśmy się pod naprawdę wielkim domem. No dobra może nie był ogromny, ale na pewno większy niż mój. Omiotłem spojrzeniem całą posesję nie mogąc wyjść z podziwu. No, ale serio, na co komu tak wielki dom? Bez sensu, przynajmniej jak dla mnie.
- Tak tu właśnie mieszkam. Wolałabym mieszkać w kartonie, ale mieć normalną rodzinę niż żyć tutaj. Same lamusy uważające się za nie wiadomo kogo.
- Nie przejmuj się. Mogło być gorzej.
- Niby tak. - westchnęła. - W każdym razie dzięki za miło spędzony czas, za oprowadzenie i za pożyczenie bluzy. - uśmiechnęła się do mnie i oddała mi moją bluzę.
- Nie ma za co. Ja też się świetnie bawiłem. - też się do niej uśmiechnąłem.
Melissa podeszła bliżej, a następnie pocałowała mnie w policzek. Mówię wam, jak ona pachniała. Niesamowite że jedna, drobna dziewczyna miała tyle plusów. Nie wiem, może mi się to wszystko śni.
- Do jutra. - powiedziała cofając się do tyłu,
- Do jutra. - powtórzyłem i puściłem jej oczko.
Dziewczyna zaśmiała się dźwięcznie i po chwili zniknęła za furtką.


______________________________________________________
Ania zaczęła mi się upominać o rozdział, więc jest ;)
Jak widzicie pojawiła się nowa postać, a nawet dwie. Myślicie że Melissa trochę namiesza?
Dodałam jej zdjęcie do bohaterów. Jej brat raczej rzadko będzie się pokazywał, więc jego zdjęcie nie będzie potrzebne.
Mam nadzieję że rozdział się wam podoba ;)
Pozdrawiam
@Twinkleineye


16 komentarzy:

  1. Wow :D Nie da się tego inaczej opisać, po prostu WOW :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o jezusie *_* nareszcie sie coś zacznie dziać znaczy wczesniej tez sie dzialo ale nie pod wzgledem SEKSU♥ hahahaha okay odbija mi ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ewidentnie ci odbija ;D
      Co ty masz z tym seksem? ;p

      Usuń
    2. dzisiaj wyjątkowo hahaha

      Usuń
  3. super! rozdział genialny! strasznie tu u cb fajowo! jak chcesz to looknij, jak nie to chyba przeżyję... :P http://ineedu2smile.blogspot.com/ Nuummm, to tyle papatki ;333

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się podziało trochę. Melissa wywarła na mnie na prawdę pozytywne wrażenie. Może między nią a Nathanem coś będzie?
    Znając Ciebie pewnie namieszasz jeszcze bardziej, może Nathan będzie z Mel, a wtedy w Grace coś się obudzi ? Byłoby bardzo ciekawie ;d
    Weny, czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ciekawy. :)
    wydaje mi się, że pisany tak "lekko", fajnie się czyta. ;)

    zapraszam do siebie ; http://smileehappyy.blogspot.com/ http://nahustawcezycia.blogspot.com/
    .
    Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.
    ` dinuśka ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak ciężko mi się to pisało ;p

      Usuń
    2. rozumiem ,ale wyszło Ci genialnie. :)
      Przepraszam za SPAM, ale u mnie nowy http://smileehappyy.blogspot.com/, może wpadniesz? :P
      pozdrawiam .
      ` dinuśka ♥

      Usuń
  6. Ej, ej, ej :D ziomek, oddaj mi swojego talentu troszku, co? ;*
    Zapraszam do mnie, na coś nowego :))
    Pozdrawiam, Justina Btahels [justinabathels.blogspot.com] ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam za spam, ale u mnie już nowy rozdział : )
    Zapraszam na : scars-future.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nowy rozdział: http://takemeawayfromreality.blogspot.com/ :3

    OdpowiedzUsuń
  9. eeeej no suuper ! :P
    bardzo szybko i przyjemnie się czyta ;)
    nie mogę doczekać się następnego ;***

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakladam, ze nie lubisz spamu, wiec nie bede spamowac, trololololololz <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Oooi jaka niespodzianka! :D kolejna która zawróci mu w głowie? A moze jednak zostanie przy Grace? OMG! Czytam dalej!

    OdpowiedzUsuń

Z całego serducha dziękuję za wszystkie komentarze, zarówno te miłe jak i negatywne.Bardzo motywują mnie one do dalszej pracy i poprawiania swojego stylu. Kocham was ♥