piątek, 15 marca 2013

Rozdział 25

Leżeliśmy w ciszy wtuleni w siebie, czekając aż nasze oddechy się uspokoją, a ciała ochłoną. Nie wierzę w to co się przed chwilą stało, oraz w to co powiedziała mi Grace. Właśnie kochałem się z dziewczyną, która jest dla mnie wszystkim, z dziewczyną, która jakimś cudem również mnie kocha. Boże, proszę, błagam, niech to nie będzie kolejny sen. Nie zniosę tego.
Kreśliłem palcem jakieś wzroki na nagich plecach dziewczyny, uśmiechając się pod nosem jak idiota. To wszystko jest takie nierealne. Grace naprawdę mnie kocha, ale jak.. od kiedy? I czemu mi nie powiedziała, tylko wciąż spotykała się z tą szują?
Cholera, a jej wściekłość kiedy oznajmiłem, że spotykam się z Melissą? To przypadkiem nie był jakiś znak? Może ona już wtedy próbowała mi to powiedzieć, ale ja byłem takim idiotą, że tego nie rozumiałem?
W tej chwili słowa Mel odbiły się echem w mojej głowie. Ty też nie jesteś jej obojętny, ale ona chyba jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Kurwa! Nawet Melissa to dostrzegła, a ja nie! Ale ze mnie kretyn!
Przytuliłem ją jeszcze mocniej, wtulając nos w jej włosy, jednocześnie zaciągając się głęboko. Włosy Grace pachną jej ulubionym szamponem truskawkowym. Ten zapach zawsze mi się podobał i kojarzył z domem i dzieciństwem. Do tego doszedł zapach moich własnych perfum i potu. Odurzająca mieszanka.
Nagle moich uszu doszło głośne burczenie. Spojrzałem na Grace unosząc brew, a ona zarumieniła się lekko i uśmiechnęła nieśmiało. Pocałowałem ją w czubek głowy, odgarniając włosy z jej twarzy.
- Głodna? - spytałem ze śmiechem.
- Owszem. - mruknęła muskając nosem mój brzuch. - Taki jeden chłopak jest strasznie wymagający.
- Niech ja go tylko dorwę. - szepnąłem hamując śmiech..
- Nathan.. - zaczęła niepewnie. Mruknąłem pod nosem, dając jej znak, by mówiła dalej. - Przepraszam.. przepraszam że dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego co do ciebie czuję. - wymamrotała przepraszająco. - Przez cały czas czekałam na księcia z bajki, nie zdając sobie sprawy z tego, że on przez cały ten czas był obok mnie. Czuję się głupio.
- Nie potrzebnie. Cieszę się, że w końcu zorientowałaś się co nas łączy.
- Ty mi to uświadomiłeś. - szepnęła podnosząc się na łokciach. - Dziękuję. - cmoknęła mnie delikatnie w usta.
W tym momencie po pokoju znowu rozniósł się dźwięk burczenia. Zaśmiałem się głośno, a blondynka uderzyła mnie lekko w ramię, także śmiejąc się pod nosem.
- Nie śmiej się, to przez ciebie! - mruknęła.
- Bardzo mnie to cieszy. - powiedziałem poruszając brwiami.
Dziewczyna wywróciła tylko oczami, nie komentując tego co powiedziałem. Mimo to widziałem jak uśmiecha się delikatnie. Wychyliła się za łóżko podnosząc z podłogi swoją bieliznę oraz moją koszulę. Ubrała się szybko i wyskoczyła z łóżka, prawie wywracając się na własnych nogach. Patrzyłem na nią zagryzając dolną wargę. Wyglądała tak seksownie w mojej koszuli i z rozczochranymi włosami. Mógłbym tak na nią patrzeć przez cały dzień.
- Idziesz ze mną? - spytała oblizując uwodzicielsko usta.
Uśmiechnąłem się szeroko, a ona puściła mi oczko. Złapałem bokserki, założyłem je na siebie i podbiegłem do blondynki przyciągając do siebie, jednocześnie wpijając się w jej malinowe usta. Czułem jak jej ciało drży delikatnie i podobało mi się to. Wsunąłem dłoń pod koszulę, którą miała na sobie i złapałem ją za udo, ale ona odsunęła się ode mnie.
- O nie, nie. Idziemy coś zjeść. - mruknęła wystawiając mi język niczym pięciolatka.
- No dobra. - jęknąłem zrezygnowany. Zamiast coś jeść, wolałbym wrócić z nią do łóżka.
Złapała moją dłoń, splatając nasze palce i zeszliśmy razem do kuchni. Usiadłem grzecznie przy stole, natomiast Grace zaczęła grzebać w lodówce, poszukując czegoś do jedzenia. Czułem jak po moim ciele rozlewa się ciepło, za każdym razem, gdy pochylała się by wciągnąć jakiś produkt. Chyba miała zamiar zrobić tosty, ale nie jestem pewny.
Podszedłem do niej powoli i objąłem ją mocno, opierając głowę o jej ramię. Spojrzała na mnie kątem oka, a ja uśmiechnąłem się niewinnie. Nie chciałem, żeby dzieliła nas jakaś odległość. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Kiedy Grace włożyła kanapki do tostera, jedna moja dłoń zaczęła delikatnie masować jej brzuch, natomiast druga zsunęła się na udo, a po chwili znalazł się na pośladku. To takie.. dziwne że mogę ją dotykać i całować, kiedy tylko chcę.
Złożyłem delikatny pocałunek za jej uchem, a następnie zjechałem z dół, na kark i ramiona. Blondynka odchyliła głowę do tyłu, dając mi lepszy dostęp do jej szyi. Musnąłem nosem jej kark, a później przejechałem po nim językiem, a z jej gardła wydobył się cichutki jęk, który echem odbił się w moim ciele, przyprawiając mnie o dreszcze.
- Mieliśmy zjeść. - szepnęła bez przekonania.
- Nie jestem głodny, przynajmniej nie w tym sensie. - mruknąłem
Odwróciłem ją szybko i od razu wpiłem się w jej usta, rozchylając jej językiem. Złapałem ją za biodra i posadziłem na blacie, a ona oplotła mnie nogami w pasie, przyciągając bliżej siebie, jednocześnie zarzucając mi ręce na szyję. Całowaliśmy się mocno i długo, nasze języki toczyły ze sobą zaciętą walkę, żadne z nas nie chciało ustąpić. Pieściłem dłonią jej udo, a drugą ręką przytrzymywałem kark, unieruchamiając jej głowę. Pewnie wsunąłem dłoń pod koszulę z zamiarem ściągnięcia jej bielizny, jednak w tym momencie naszych uszu doszło głośne chrząknięcie.
Przerażony odskoczyłem od dziewczyny, prawie potykając się na własnych nogach. Grace spojrzała w kierunku drzwi od kuchni, czerwieniejąc na twarzy niczym piwonia. Wyglądała na zakłopotaną, ale przede wszystkim przerażoną. Nerwowo spojrzałem w tym kierunku co ona i zamarłem, widząc w progu panią Bennett,  która opierała się o framugę i przyglądała się nam.. z czym? Ze złością? Ze zniesmaczeniem? A może z rozbawieniem? Nie mam pojęcia, ale w każdym razie, ja byłem również przerażony, tak jak Grace.
- Mamo? Co ty tu robisz? - Grace jako pierwsza odzyskała głos.
- Mieszkam kochanie. - kobieta odparła z prostotą.
- Myślałam, że wrócisz później. - wydukała rumieniąc się jeszcze bardziej.
- Hmm, domyślam się. - odparła unosząc brwi. - Dobry wieczór Nathan. - powiedział uśmiechając się do mnie tajemniczo.
- Dd- dobry wieczór. - mruknąłem przestraszony. - My nic.. znaczy my.. my.. noo.. my..
- Nie. - pani Lydia uniosła dłoń, by mnie uciszyć. - Nie chcę nic wiedzieć. Grace oddaj Nathanowi koszulę, bo nie będzie miał w czym jutro wrócić do domu. - burknęła.
Spojrzałem na Grace, która z kolei zerkała to na mnie, to na swoją mamę. Cholera, chyba nie jest dobrze. Blondynka zeskoczyła z blatu, przygryzając wargę.
- Pójdę się ubrać. - mruknęła i już jej nie było.
Stałem jak słup soli na środku kuchni, nie wiedzą jak mam się zachować. Przeczesałem dłonią włosy i spuściłem głowę, oddychając głęboko.Czułem na sobie spojrzenie pani Bennett, ale bałem się na nią spojrzeć.
- Czy ty się mnie boisz Nathanie? - moich uszu doszedł zdziwiony głos kobiety.
- T-t.. znaczy nie. - wymamrotałem.
- Przecież nie zrobię ci żadnej krzywdy głuptasie ani nic z tych rzeczy. - zaśmiała się.
- Nie? - spytałem marszcząc brwi.
- Oczywiście, że nie. Już od dawna wiedziałam, że ciągnie was do siebie. Widziałam jak na siebie patrzycie. i jak zachowujecie się względem siebie. Tylko czekałam, kiedy coś się wydarzy, no i.. doczekałam się. - uśmiechnęła się. - Dbaj o nią Nate, to moja malutka córeczka.
- Ma się rozumieć. - również się uśmiechnąłem.
- Ale błagam was, ja na tym blacie przygotowuję jedzenie. - jęknęła.
Poczułem jak na policzki wkrada mi się rumieniec. Zawstydzony przeczesałem włosy palcami i spuściłem wzrok. Cholera, to takie upokarzające. Nie wiem, czy pani Bennett żartuje czy mówi poważnie. Mam jednak nadzieję, że robi sobie ze mnie jaja i że nie jest na mnie zła.
W tym momencie do kuchni weszła przestraszona Grace, ubrana w króciutkie spodenki i koszulkę. Spojrzała na swoją matkę przygryzając wargę, a ta skarciła ją surowym spojrzeniem. Hmm czyżby chciała trochę nastraszyć swoją córkę? To może być ciekawe.
- No to teraz idźcie spać. Osobno. - kobieta uniosła brew patrząc na nas. - Nathan zostaniesz na noc. Nie będziesz chodził po nocy.
Zerknąłem na Grace, która teraz patrzyła na podłogę czerwieniejąc na twarzy. Również poczułem jak po raz kolejny na moją twarz wkrada się rumieniec. Domyślam się o czym ona teraz myśli, bo ja myślałem dokładnie o tym samym. Blondynka odwróciła się na pięcie i skierowała się na górę do swojego pokoju.
Szedłem za nią nie mogąc oderwać wzroku od jej idealnego ciała. Cholera, ona naprawdę jest moja.
Gdy byliśmy na piętrze, Grace chciała mnie pocałować, jednak za nami pojawiła się jej mama i to ją powstrzymało.
- Emm dobrej nocy. - wydukała zarumieniona.
- Dobranoc. - uśmiechnąłem się do niej.
Przygryzła wargę i już po chwili zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Pani Bennett pomachała mi ręką przed twarzą przywołując mnie do teraźniejszości.
- Choć no kochasiu. - skinęła na mnie.
Pokręciłem głową i ruszyłem za kobietą do pokoju gościnnego. Pani Lydia podała mi świeżą pościel i pomogła przygotować łóżko.
- Żadnych numerów w nocy. - pogroziła mi palcem.
- Oczywiście. - mruknąłem speszony.
Uśmiechnęła się do mnie z czułością, a następnie opuściła pokój życząc mi dobrej nocy. Wykończony położyłem się na łóżku i wpatrywałem się w sufit. Dalej nie wierzę w to co się dzisiaj wydarzyło, cholera to jest takie nierealne! Grace naprawdę mnie kocha, mnie, a nie tego kutasa, który ją skrzywdził! Żałuję, że wcześniej nie powiedziałem jej o swoich uczuciach,  uniknęlibyśmy tego całego cierpienia, ale oczywiście ja zawsze wiem lepiej.
Uśmiechnąłem się pod nosem, przypominając sobie nasz pocałunek w jej pokoju i w kuchni. Teraz będę mógł to robić kiedy tylko będę chciał, tak jak o tym marzyłem. Scott nie uwierzy, kiedy się o tym dowie, a może? Hmm.

* * *
Wszedłem do kuchni ubrany w dżinsy i koszulę, która była już lekko pomięta, ale mało mnie to obchodziła, gdyż mogłem na niej wyczuć zapach perfum Grace. Bardzo przyjemny zapach, który mógłbym wąchać przez cały dzień.
W pomieszczeniu zastałem panią Bennett, która zajęta była przygotowywaniem śniadania, a mianowicie omletów. Zapach był nieziemski, aż ślinka cieknie. Usiadłem grzecznie przy stole i z nudów zacząłem bawić się palcami. Co jakiś czas czułem na sobie spojrzenie pani Lydi, ale nie miałem odwagi by na nią spojrzeć. Od razu przypomina mi się, że przyłapała mnie i Grace w kuchni.
Po chwili kobieta postawiła przede mną talerz z ciepłym posiłkiem, uśmiechając się do mnie serdecznie. Również się uśmiechnąłem, ale to był trochę wymuszony uśmiech. Ciągle mam wrażenie, że za chwilę zacznie na mnie wrzeszczeć.
Do kuchni weszła zaspana Grace. Wyglądała uroczo w poczochranych włosach i z rumieńcami na policzkach. Kiedy mnie zobaczyła jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Uśmiechnąłem się wesoło i zabrałem się za jedzenie.
Blondynka usiadła obok mnie i dyskretnie złapała moją dłoń, ściskając ją mocno. Spojrzałem na nią i zauważyłem, że wpatruje się w swoją rodzicielkę, która aktualnie stała do nas odwrócona plecami. Uniosłem dłoń dziewczyny do ust i pocałowałem lekko, a ona przygryzła wargę. Wyglądała naprawdę seksownie.
- Jakie macie plany na dzisiaj? - spytała kobieta stawiając przed swoją córką talerz, a mi podając kubek z jakimś gorącym płynem.
- Właściwie to nie zastanawialiśmy się nad tym. - mruknąłem wpatrując się w talerz.
- Proponowałabym wam powiedzieć twojej mamie co się tutaj wczoraj działo. - mruknęła robiąc sobie kawę.
- Mamo! - krzyknęła zszokowana Grace. - Przestań na miłość boską! Jesteśmy prawie dorośli! Przestań nas traktować jak jakichś nieodpowiedzialnych gówniarzy! Jesteśmy razem, nie możesz się cieszyć z nami? Naprawdę musisz robić problemy?
Spojrzałem najpierw na Grace, później na panią Bennett. Obie panie patrzyły sobie prosto w oczy i z mojej perspektywy wyglądało to trochę tak, jakby rozmawiały ze sobą, nie używając żadnych słów. Zauważyłem też, że Grace wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Od razu było widać, że bała się reakcji swojej matki. Poczułem się dziwnie, trochę tak intruz, jednak nie ruszałem się ani nie odzywałem. Lepiej żeby załatwiły same.
- Och kochanie oczywiście, że się cieszę! Jak mogłaś pomyśleć inaczej? Chciałam się trochę z tobą podrażnić . Naprawdę bardzo cieszę się waszym szczęściem. - kobieta uśmiechnęła się z czułością.
Grace zerwała się z miejsca i przytuliła się do swojej mamy. Uroczy widok.
- Nigdy więcej nie waż się tak ze mną drażnić. - burknęła blondynka.
Pani Lydia zaśmiała się głośno, a chwilę później ponownie mocno przytuliła swoją córkę. Kiedy oderwały się od siebie, Grace rzuciła się na mnie całując mnie mocno w usta. Gdy nasze wargi zetknęły się ze sobą znowu poczułem to przyjemne ciepło w środku. To naprawdę nie jest sen.

* * *
Szliśmy dziedzińcem szkolnym przytuleni do siebie, śmiejąc się, żartując i rozmawiając. Przez cały czas ją przytulałem, całowałem i po prostu dotykałem. Chciałem pokazywać każdemu, że Grace w końcu jest moja i że reszta może się wypchać. Wiem, że moje zachowanie jest dziecinne i Grace strasznie się ze mnie śmiała z tego powodu, ale mało mnie to obchodziło.
W niedzielę po tym całym balu, poszliśmy do mnie do domu i tak jak mówiła pani Bennett, powiedzieliśmy mojej mamie o tym, iż jesteśmy razem. Nie wydawała się tym zaskoczona. Chyba tak jak pani Lydia już od dawna wiedziała, że coś jest na rzeczy. Lucas kiedy się o tym dowiedział również zaczął się cieszyć, chociaż w sumie on już od dawna uważał Grace za moją dziewczynę.
Cieszę się, że moja rodzina i mama Grace zaakceptowali nasz związek i cieszą się naszym szczęściem. Przyznam, że trochę się bałem co powie mama, ale teraz już jestem spokojny.
Mimo iż na zewnątrz było cholernie zimno i przez cały czas prószył śnieg, nie spieszyło nam się do szkoły. Przed samym wejściem zaczęliśmy obrzucać się wcześniej ulepionymi kulkami ze śniegu, śmiejąc się przy tym jak wariaci. Przez okna i drzwi było widać, jak inni uczniowie obserwują nas również się uśmiechając.
Dopiero kiedy zadzwonił dzwonek ogłaszający rozpoczęcie zajęć oraz poczułem a właściwie przestałem czuć palce u rąk weszliśmy do szkoły by się ogrzać. Ściągaliśmy z siebie mokre kurtki, a także wytrzepywaliśmy śnieg z włosów.
- A wy co się tak szczerzycie? - spytał zaspany Scott, który właśnie wszedł do szkoły.
Spojrzeliśmy na siebie, uśmiechając się wesoło.
- Tak bez powodu. - mruknąłem wzruszając ramionami.
Chłopak zmierzył nas podejrzliwym spojrzeniem, a my staraliśmy się patrzeć na niego z obojętnością. Po chwili jednak wybuchnęliśmy śmiechem, a Craven zmarszczył brwi.
- Co wy kombinujecie? Mam wrażenie, że coś mnie ominęło. - burknął drapiąc się po głowie.
- Co jest? - w tym momencie do szkoły weszła Alex, starając się wyciągnąć śnieg z włosów.
- Oni. - mruknął pokazując na nas palcami. - Oni coś ukrywają.
Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem i kątem oka zauważyłem, że na policzkach Grace pojawiają się delikatne rumieńce. Dokładnie wiem o czym ona teraz myśli i bardzo mi się to podoba.
Alex przyglądnęła się nam uważniej i również zmarszczyła brwi, a po chwili uśmiechnęła się szeroko. Ona chyba już wiedziała o co chodzi. Spojrzała na Grace, a ta wzruszyła ramionami rumieniąc się jeszcze bardziej.
- Ej no! Co tu się dzieje!? - warknął Scott patrząc na każde z nas z osobna.
- Chodźmy lepiej na lekcję. - zaśmiałem się.
Objąłem Grace ramieniem i obróciłem się kierując w stronę sali w której mieliśmy historię. Grace złapała moją dłoń i ścisnęła ją mocno. Alex ochoczo do nas przybiegła do nas, szczerząc się jak głupi do sera.
- Hola! - krzyknął Scott. - Wy jesteście razem!? - spytał z niedowierzaniem.
- Kochanie jesteś mało spostrzegawczy! - Alex wybuchnęła śmiechem, a my razem z nią.
- Hej! - krzyknął.
Widząc jego zdezorientowaną minę, zaczęliśmy się śmiać jeszcze bardziej. Cholera, ale on jest nie ogarnięty!



______________________________________
Krótki, wiem. Przepraszam. Po prostu nie mam jakoś weny i do tego mało czasu.
Postaram się, by następny był .
Pozdrawiam
@Twinkleineye

6 komentarzy:

  1. Aww ;3 Scott <333 super notka czekam na next! wenyy

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham ten rozdział. Jest przepiękny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Awwww... jak słodko. Tak długo czekałam na ich moment. Dodawaj szybko nn !
    Pozdrawiam, @WorldWithMagic

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww... Love is in the air *.*
    Genialny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń

Z całego serducha dziękuję za wszystkie komentarze, zarówno te miłe jak i negatywne.Bardzo motywują mnie one do dalszej pracy i poprawiania swojego stylu. Kocham was ♥